Odkąd mieszkam na Tarchominie z metra
korzystam jakby rzadziej niż wtedy, gdy pomieszkiwałem w Piasecznie
czy na Mokotowie. Podziemna kolejka przydaje mi się jednak podczas
weekendowych wypadów na miasto. Staram się wtedy wsiąść w pociąg
na tyle wcześnie, by dojechać do Młocin nim ostatni 101 odjedzie z
przystanku. Metro nocą jest więc mi potrzebne mniej więcej tak,
jak łysemu grzebień. Dyskusja na temat tego, czy warto finansować
kursowanie pociągów po północy ani mnie ziębi ani grzeje.
Denerwuje mnie jednak, że w naszym
mieście wciąż na wszystko brakuje pieniędzy, mimo że bez przerwy
funduje się nam podwyżki wielu opłat. Nie ma pieniędzy na
autobusy i tramwaje więc co roku podnosi się ceny biletów. W
poszukiwaniu oszczędności obcina się budżet na transport o 190
mln zł, więc zamyka się metro na weekend. Gdy ktoś pyta dlaczego
tak się dzieje władza od razu zatyka mu usta prostym stwierdzeniem,
że jak chce się jeździć nowoczesnymi niskopodłogowcami to
potrzeba wyrzeczeń. Ciekaw jestem jak długo jeszcze warszawiacy
wytrzymają to zaciskania pasa.
Póki co mam dobrą informację dla
tych, którzy w przeciwieństwie do mnie korzystają z metra w nocy.
Do końca czerwca metro będzie kursować tak, jak dotychczas. W tym
czasie mają zostać przeprowadzone kolejne analizy, które mają
wykazać, czy z ekonomicznego punktu widzenia metro może jeździć w
nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz