Nie wiem jak wielu z Was
na co dzień jeździ samochodem a ilu porusza się
komunikacją publiczną. Ja należę do tej pewnie najliczniejszej
grupy mieszkańców Tarchomina, którzy w zależności od sytuacji,
jeżdżą zarówno własnym autem jak i autobusem miejskim. Ostatnio
podróżowałem samochodem ulicą Myśliborską. Zresztą, właściwie
nie ma to znaczenia. Pewnie na większości ulic w Warszawie czy w
dowolnym innym mieście w Polsce, występuje podobny problem. I nie
mam na myśli dziur w jezdni, o których ostatnio tak dużo się
mówi. Mówię o studzienkach kanalizacyjnych.
Mam wrażenie, że
instalacja pokrywy studzienki kanalizacyjnej w jezdni w ten sposób,
aby nie wystawała ponad powierzchnię ulicy albo nie była
zapadnięta poniżej jej poziomu, jest dla polskich drogowców
niedoścignionym ideałem. Nie ma znaczenia, czy ulica jest ruchliwa
jak Marszałkowska, czy jest lokalnym traktem jak jedna z dróg na
Tarchominie. Prędzej czy później pokrywa każdej studzienki albo
wybrzuszy się ponad powierzchnię ulicy jak pryszcz na twarzy
nastolatka, albo zapadnie, jak pułapka na słonie.
W tej sytuacji
zastanawiam się, jak nasi drogowi inżynierowie poradziliby sobie z
organizacją miejskiego wyścigu Formuły 1, który co roku odbywa
się w Monaco. Tam przystosowanie normalnych ulic do wyścigi polega
na przyspawaniu żeliwnych pokryw, by pod pędem bolidów nie uniosły
się w powietrze. Aby podobny wyścig zorganizować u nas na
Tarchominie, trzeba by od postaw przebudować połowę infrastruktury
ulicznej.
Pomysł z wyścigiem F1 jest znakomity! Trochę jak z Euro - mamy kawałek lepszej drogi do Poznania. Szkoda, że premier nie jest fanem sportów motorowych...
OdpowiedzUsuń